Wielka czystka trwa

Piątek, 16:15. Przemysław Czyż, od powrotu z ambasadorowania w Macedonii zwykły pracownik MSZ, choć mianowany członek służby cywilnej, zostaje wezwany do kadr, gdzie dostaje wypowiedzenie z pracy – z powodu „utraty zaufania”. W ciągu ostatnich kilku dni podobne wypowiedzenia dostało kilkudziesięciu pracowników centrali. Radek pozbywa się najlepszych ludzi, nawet za cenę odszkodowań które MSZ będzie musiał płacić. Nie będę tu wymieniał nazwisk, poza Przemkiem Czyżem właśnie, który choćby jako dyrektor biura dyrektora generalnego, gdy jego szef był zwykle zamroczony alkoholem, panował nad całym tym MSZ-owskim syfem i jako tako trzymał porządek. Przy okazji koleżeńsko ratując tyłek nie jednemu z nas, będą przy tym profesjonalnym urzędnikiem. Gdy doszedł do zdrowia po pobycie w szpitalu został po chamsku odwołany z placówki przed czasem. Teraz wiemy, że Radek nie jest zwykłym mitomanem, jest po prostu głupi. Zwalnia ludzi, po czym jedzie sobie do Wrocławia i relaks w górach nie zdając sobie sprawy, że robi problem sam sobie. Pogodził się już, że Merkel nie pozwoli ma żadne wyższe stanowisko w Brukseli i że przestaje być tam traktowany poważnie. A teraz rozpoczyna Wielką Czystkę. Zwolnionym kolegom współczujemy (nie wszystkim, bo przypadkowo udało u się pozbyć też kilku idiotów), do zobaczenia niebawem!

Opublikowano Uncategorized | Otagowano | 148 komentarzy

Atmosfera w MSZ

Opublikowano Uncategorized | 4 komentarzy

Z życia resortu

Radca Minister znowu się nieco wyłączył, przygnębiony postępującym rozkładem resortu. Ale w chwili refleksji stwierdza, że do mediów trafia tylko pewien procent spraw z MSZ-u, z których powinna być afera. A to przetarg na obsługę polskiej prezydencji w UE za 34 mln, a to nieudane zakupy mebli, a to grubsza sprawa z informatyzacją. Niedługo pewnie się przedawni przekręt z zakupem naszych wysłużonych Dellów (Delli?), zastanawiający dostawca Blackberry czy wiele drobniejszych spraw – z zamawianiem nic nie wartych ekspertyz włącznie. Ponieważ jednak Radca minister nigdy nie daje informacji nie sprawdzonych i nie do udowodnienia, więc opisze tylko pokrótce sprawę, którą sprawdzał u nas niedawno temu NIK. W zeszłym roku, po odebraniu tego budżetu Senatowi wydaliśmy na projekty polonijne 58 mln zł. Wybrano 100 wniosków na 400 złożonych.
Przypadkowo w tych najlepszych znalazł się wniosek, który nie spełniał nawet wymagań formalnych długości istnienia organizacji. Dlatego to została naprędce założona Fundacja Rozwoju Myśli Obywatelskiej, aby nagle dostać 1,4 mln. Nagle zniknęło wymaganie, że organizacja musi istnieać co najmniej 5 lat. Jej prezes Piotr Kłyk to bliski znajomy Sebastiana Mitrowskiego, ówczesnego asystenta wiceministra spraw zagranicznych Jana Ciska, który nadzorował konkurs. Przypadkowo w fundacji pracowała też niejaka Lucie Szymanowska, żona Macieja Szymanowskiego, drugiego asystenta Ciska. Za prawie milion złotych chcieli utworzyć portal polonijny na Ukraianie (swoją drogą spora suma jak na portal). Pro forma dwie z trzech dotacji po kilkaset tysięcy zblokował sam Radek, bo wiedział o powiązaniach, ale samego Ciska zdymisjonował dopiero dwa miesiące później. Dopiero po kontroli NIK obydwaj stracili pracę w MSZ a dotacja została odebrana. W tym roku do ustawienia 60 mln ale Radca Minister Będzie patrzył na ręce. Jedna z osób w komisji wprawdzie zgłosiła konflikt interesów – więc nie oceniała jednego z projektów, ale za to oceniła 7 pozostałych – konkurencyjnych.

Zmian kadrowych tyle się szykuje że nie wiem o czym pisać… Jego ekscelencja Jarosław Starzyk, ambasador w Konfederacji Szwajcarskiej (i w Lichtensteinie – do którego szczególnie lubił pojechać służbowo) szykuje się do zjazdu, bo zastąpi go Andrzej Byrt, obecnie dyrektor Międzynarodowych Targów Poznańskich, wcześniej porządny ambasador w Berlinie. Pierwszy Radca Wojciech Pomianowski ma nadzieję kilka dni pobyć chargés d’affaires ad interim, ale docelowe ambicje ma większe. Zresztą o wyjazd do Berlina żebrze u Komorowskiego Jaromir Sokołowski, podsekretarz stanu w kancelarii ds. polityki zagranicznej.

Konsul Generalny przy poparciu Bogusia Winida pojedzie na ambsadora w Phenianie (skończył SGPiS i Instytut Spraw Międzynarodowych w Moskwie więc powinien sobie poradzić), zastąpi Edwarda Pietrzyka. Ten – przesadą byłoby mówić że czuje się jak u siebie – mawiał czasem że to najbezpieczniejsza placówka (nawiązując do zamachu na swoje życie w Iraku), ale bliscy koledzy mówią że to dlatego, że nie ma gdzie wydawać pieniędzy. Ciekawostka – sama placówka kosztuje nas 4 mln rocznie (11 tysięcy złotych dziennie – sporo?).

Dotychczasowy zastępca dyrektora Departamentu Dyplomacji Publicznej i Kulturalnej MSZ Jacek Multanowski – na ambasadora w Macedonii. Napoleon skończył na Wyspie św. Heleny, a Basia Tuge-Erecińska szykuje się na wakacje na Cyprze. Londyn ją dusił podobno, ale zważywszy że jeszcze niedawno koledzy z jednej z frakcji PO wymieniali ją jako kandydatkę na wiceministra, to Nikozja wydaje się być raczej zesłaniem. Aleksander Chećko – postać wyjątkowo odrażający, jako zaufany „dziennikarz” relacjonował w reżymowej prasie zabójstwo ks. Popiełuszki – jest już ambasadorem w Belgradzie. Wstyd! Poza tym że to komuszek, jest wyjątkową świnią jako kolega, więc jeszcze do niego wrócę.

C.d.n…

Opublikowano Uncategorized | 86 komentarzy

Radek wita się z Gąską

Ostatnio aż mi się naszego ministra żal zrobiło. No bo człowiek chciałby tak po ludzku, żeby nasz rodak wybił się gdzieś na jakieś stanowisko w NATO czy w Brukseli, zarobił, dowartościował, a nas uwolnił od kierowania resortem. Bo to zasada Radcy Ministra: tu możemy sobie dokładać, ale za granicą gramy zespołowo i nie mówimy na siebie źle. Było blisko: pojechał na Ukrainę, brylował, pogroził i wrócił w przekonany o swojej wielkości. Jeszcze nie zdążył czegoś powiedzieć, ba – jeszcze nie zdążył pomyśleć – a już było to na Twitterze! Kończy 51 lat, a tu taki sukces, i te wywiady od CNN do BBC! Już witał się z Gąską, mimo wrodzonej skromności już oczyma wyobraźni widział te nagłówki w gazetach i siebie jako sekretarza generalnego NATO, szefa unijnej dyplomacji i Sekretarza Generalnego ONZ jednocześnie. Biedny nie mógł przewidzieć, że podpisanym porozumieniem może się ogrzać, ale paląc nim w piecu, bo Janukowicz po prostu uciekł. I jakiś się taki pokorniutki zrobił nagle… Jeden z jego kolegów z PO (swoją drogą kto pomyśli, że ledwie osiem lat temu był Człowiekiem Roku… Gazety Polskiej!) podsumował ostatnio, że Radek kocha siebie z wzajemnością… Tylko którego Radka – tego sprzed lat, myślącego racją stanu, czy zadufanego w sobie błazna, którym się stał w tajemniczych okolicznościach. Ale nie samą polityką człowiek żyje. Dobrze że nasz minister schodzi czasem na ziemię i udziela swoich pomysłów codziennej organizacji resortu. I tak nawet mnie przekonał do nowego typu spółdzielczości placówkowej. Otóż żeby zaoszczędzić na kosztach osobowych, w krajach gdzie jest więcej placówek – będzie tylko jeden kierownik administracyjno-finansowy, a księgowość będzie prowadzona wspólnie. Czyli pracownik KG w Barcelonie swoje rozliczenie podróży służbowej będzie wysyłał do Madrytu, a ten z Monachium do Berlina. To Radek swoje do… Moskwy?

Opublikowano Uncategorized | 158 komentarzy

Radca Minister zgłasza się

Zmęczony urzędniczą pracą, zagrożony dekonspiracją, i wreszcie zniesmaczony otaczającym mnie emezetowskim bajzlem Radca-Minister przez dłuższy czas milczał, aby za namową wiernych Czytelników powrócić z postanowieniem poprawy.

Tyle się wydarzyło od tego czasu że nie wiadomo od czego zacząć! Dajmy na to – jeden z moich ulubieńców, mistrz ekwilibrystyki koleżeńsko-układowej, bezbwarwny choć nie naiwny dyrektor generalny Jarosław Czubiński pojechał na przepustkę jako ambasador na Litwie. Zastąpił innego z moich ulubieńców – Janusza Skolimowskiego (obrusza się gdy ktoś zarzuca mu, że skończył sowieckie MGIMO – tymczasem on jest przecież absolwentem Akademii Dyplomatycznej MSZ ZSRR w Moskwie!). Nota bene ten były współpracownik służb bezpieczeństwa został przez Radka wysłany na intratną przechowalnię w postaci… Prezesa fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie. Płakać się chce. A Radek niestety nadal jest moim szefem.

Albo taki Jaromir Sokołowski z kancelarii prezydenta – nadal myślami jest ambasadorem w Berlinie, ale źródła zbliżone do MSZ przebąkują, że przy odrobinie dobrej woli wyjedzie co najwyżej do Wiednia.

Ale zaskoczę wszystkich i dla zmylenia pojadę palcem na mapie do… Monachium, gdzie od sierpnia 2012 r. Konsulem Generalnym (nomen omen – w randze radcy-ministra) jest Justyna Lewańska. Kobieta przystojna, intelignetna i pełna artystycznych pomysłów. Coraz bardziej dyplomata, coraz mniej urzędniczka, choć ma sporo przydatnej przebiegłości – pięknie jednak schowanej za zewnętrzną wrażliwością. Sprawy konsularne nie są jej ulubioną działalnością, za często na górę nie zachodzi, ale w końcu trudno znaleźć na to czas gdy ma się tyle innych zajęć. Niby zawodowa dyrygentka, ale kadrowo za pobłażliwa. Szczególnie w jednym z dwóch działów prawnych warto zrobić trochę porządku, przynajmniej zarejestrować odsyłane przez policję znalezione dokumenty, portfele itp. – nie znam się na sztuce konsularnej ale na moje oko powinny być skatalogowane i zamknięte w sejfie? Może gdyby pani sekretarka mniej czasu poświęcała na prywatne tłumaczenia, które bez zażenowania proponuje interesantom, a które kolegom tłumaczy niższymi od konsula zarobkami, można by wszystko wyprowadzić na prostą. Bo nawet mąż Pani B. (imienia nie wymieniam ze względu na jego niepospolitość) nie może wszystkiego, choć tak mówią.

No i konsula Jacka Barylaka musi pilnować, bo lubi chłopak pohasać (kto nie pamięta historii jak małżonka weszła nie w tym momencie co trzeba zaskakując Jacusia w sytuacji in flagranti – z litości pominę co działo się po nakryciu/pokryciu). Żeby od razu ukrócić niepotrzebne domysły – NIE KAŻDA dziewczyna która dostała tam staż czy pracę musiała przejść taką procedurę. Ale to dobry lawirant, każdy zasługuje na drugą szansę, może odrobi to patriotyczną postawą i pracowitością. Bo któż z nas jest bez winy?

Opublikowano Uncategorized | 45 komentarzy

Językowe rewolucje

Radca Minister trochę nieobecny bo przymuszony do nauki języków obcych! Nawet takie wygi jak Radca Minister od tego nie uciekną, choć akurat w moim przypadku uczę się trzeciego – na wszelki wypadek. Niby to dobrze, bo dyplomata języki musi znać, ale akurat tu dobrze wiemy że to tylko wymówka do pozbycia się się paru kolegów. Bo nie towarzyszy!
Jeżeli nie spełniasz wymogu drugiego języka, można cię legalnie ze służby wyrzucić – i chodzi tu o znane nazwiska!
Zasady są proste – kto ma zdać egzamin – zdaje, a kto ma oblać – nie zna pytań testu które są trudne. Szkoda, bo jeszcze kilka lat temu zdanie egzaminu językowego MSZ było obiektywną gwarancją że język znamy. Dotychczas nas straszyli, ale od poniedziałku ruszyła lawina, na początek kamyczki w departamencie konsularnym. Bojaźliwy, ale poczciwy weteran WK w Waszyngtonie, doświadczony konsularnik poszedł na pierwszy ogień, a w kolejce jest kolejnych 70 osób. W mniejszym stopniu boją się absolwenci MGIMO, którym w tajemniczy sposób warunkowo zezwolono na pozostanie w służbie mimo braku drugiego języka w gębie. Taki dajmy na to Piotr Erenfeicht – człowiek lubiany, choć złośliwy i bez pojęcia o konsularce zamiast wypowiedzenia dostaje propozycję wyjazdu na generalnego do Edmonton, konsulatu przenoszonego z Vancouver ze względu na znajomości Radka w KGHM (będą tam kopać miedź). Tak przy azji Kanady – Boguś Winid szykuje się tam na ambasadora i szuka sobie zaufanych konsulów do tego kraju.
Wracając jeszcze do Edmonton – zapeziałej dziury w kanadyjskiej zimnicy, gdzie klimat gorszy chyba tylko w Rejkjaviku, skąd z problemem alkoholowym wróciła na emeryturę konsul Danuta Szostak, znana głównie ze swojej małostkowej złośliwości i donoszenia na polonię w Oslo. Zresztą placówka na Islandii to kolejna porzucona kochanka Radka, na rzecz wspomnianego Edmonton właśnie i Doniecka, gdzie mamy już znaleziony lokal na konsulat.
Przegiął tylko Ryszard Ostaś, który przykładnie wyleci choć z innego powodu – skłamał w oświadczeniu że nie był kapusiem, choć był. Zresztą menda to wyjątkowa, i choć jako dyplomata ludzi po wyglądzie nie oceniam – wystarczy
spojrzeć na nieszczery wzrok tego małego człowieczka i wszystko jasne.
Skoro jesteśmy już przy departamencie konsularnym skąd zaczęła się Rewolucja Styczniowa. Szefowie zmieniają się jak rękawiczki, chwilowo Marek Ciesielczuk, też po MGIMO. Jego zastępca Jarosław Łasiński dalej w obłokach, myli stolice, języki itp. Złośliwi mówią że się zakochał, jeszcze bardziej złośliwi dodają, że to niemożliwe. Ci jeszcze bardziej złośliwi to głównie czekający na placówkę jak na zbawienie, którzy nie mają na Szucha za dużo do roboty. Według moich kolegów jest po prostu złym człowiekiem, karierowiczem bez wdzięku, który pod koniec komuny zapisał się do PZPR tylko po to by mieć pracę w resorcie – może to błąd młodości ale warto o nim przypomnieć.
Poza tym w skrócie z odcinku konsularno/polonijnego: „konkurs” na konsula generalnego w Sydney ustawiony dla energicznej skądinąd naszej koleżanki w średnim wieku, obecnie vicedyrektorki Depratmentu Polonii (Regina Jurkowska rozłożyła na razie Biuletyn Polonijny który przestał się ukazywać). Szukamy generalnego do San Francisco… albo jednak do Los Angeles, bo zakręcona Joasia Frybes sama odkręca pomysł przeprowadzki. Mąż Pauliny Kapuścińskiej z Chicago okazał się być TW, który w głębokim PRLu był… konsulem w NRF.
Towarzyszu Radosławie – dlaczego promujesz takie osoby? Skoro nie masz jaj żeby zwolnić tych z nas którzy byli agentami, czemu nie przesuniesz ich na mniej eksponowane stanowiska, albo przynajmniej nie na te związane z Polonią? A jeśli to za wiele, to chociaż szanuj ludzi…

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , | 117 komentarzy

Bez dziadowania w Nowym Roku

W MSZ-owskm stylu, czyli po południu w ostatni piątek przed wigilią Bożego Narodzenia, dyrektor Biura Spraw Osobowych MSZ wysyła do sekretariatu claris (pardon: wiadomość poczty elektronicznej) i do wiadomości zainteresowanej o dyscyplinarnym odwołaniu z placówki z dniem 31 grudnia 2012 konsul generalnej w Kolonii, Jolanty Kozłowskiej.

Nasz konsulat w Kolonii, obejmujący swym zasięgiem cztery kraje związkowe RFN, mieści się w pięknej, zabytkowej willi Neuerburg z rozległym ogrodem w jednej z najlepszych dzielnic Kolonii, Marienbergu. Otóż dzielnica Marienburg w Kolonii to jak okolice Łazienek w Warszawie, a wzniesiona w 1925 roku w stylu angielskim willa jest naprawdę piękna. Przed 1993, gdy stolica Niemiec została przeniesiona z Bonn do Berlina, mieściła się w niej nasza ambasada (Bonn i Kolonia leżą blisko siebie).

Pomijając ewidentne argumenty historyczno-prestiżowo-emocjonalne, planowana przez nasz resort sprzedaż budynku i wynajęcie czegoś w pospolitym biurowcu, jest zwyczajnie nieopłacalna. Nie będę zanudzał szczegółami, ale za ewentualna oszczędność w kosztach utrzymania obiektu, nie uda się wynająć nowych biur. Poza tym wiemy ile kosztują przenosiny, koszty związane ze sprzedażą obiektu, przystosowanie nowego do potrzeb konsularnych, etc. Znam finanse MSZ na wylot i zapewniam publicznie – argument o oszczędnościach w związku z zamykaniem placówek to czysty PR. Jest to promil wydatków, a utworzenie nowej w miejsce zamkniętej to koszt nieporównanie większy (roczny koszt większości z dotychczas zamkniętych nie przekraczał miliona złotych, w większości etaty – które i tak zostały jedynie przeniesione gdzie indziej). Żeby nie wspomnieć o absurdach jak… generalny remont placówki przed jej zamknięciem (a remont w państwie afrykańskim to wyzwanie dla kierownika administracyjno-finansowego!). Nie sprzedaje się nieruchomości w czasie kryzysu! Od pół roku płacimy za pustą willę w Pradze, od końca czerwca nie ma przecież ambasadora, podpisano tam też umowę na wynajem budynku w centrum miasta, który nie nadaje się na działalność kulturalną, do jakiej miał być przeznaczony. Przykładów bezsensu znamy więcej i nie będę ich tu mnożył.

Tymczasem decyzją ministra czeka nas likwidacja Konsulatu Generalnego w Lille, Konsulatu Generalnego w Malmö, a także przeniesienie siedzib Konsulatów Generalnych RP – z Los Angeles do San Francisco i z Vancouver do… Edmonton. Za sprzedaż nieruchomości konsulatu w Malmö skarb państwa wzbogaci się o… 2,15 mln zł, czyli mniej więcej tyle co wydajemy przez rok na papier i spinacze biurowe. A może wystarczyło zmniejszyć liczbę etatów lub zostawić jednego, prężnego konsula bez rezydencji, których tam nie brakowało? I otworzyć konsulat tam gdzie jest naprawdę potrzebny, jak na Florydzie?

Kontenerowy ministrze, drogi Radku, czterdziestomilionowy naród stać na utrzymanie kilku dodatkowych placówek, mamy swoją godność by nasze konsulaty mieściły się w miejscach godnych Rzeczypospolitej, a nie w kontenerze. Nawet za PRL uszanowano posiadanie przez państwo „burżuazyjnych” obiektów. Willi w Kolonii nie pozbyliśmy się nawet gdy szefował tam konsul Oleksy (tak, brat Olina).

Radku, nie robi się rzeczy nieodwracalnych. Tak jak przez błędną instrukcję kancelaryjną którą wydałeś, poszło z dymem dziesiątki metrów ważnych dokumentów (o tym napiszę osobno bo to oddzielny temat), tak nie wyprzedaje się rodowych sreber – w tym przypadku zabytkowego obiektu, który nie jest do odzyskania na rynku. Oszczędzać oczywiście trzeba, ale sprzedaż takiej nieruchomości to postępowanie na poziomie alkoholika, który wynosi z domu co cenniejsze rzeczy, żeby mieć na wódkę. Jesteśmy właścicielem budynku, a nową siedzibę będziemy musieli wynajmować płacąc czynsz. Na razie

Konsul Jolanta Kozłowska, zwana Różą, wcześniej przez wiele lat pracowała, a następnie kierowała placówką w Monachium, jest osobą o dużej, muzycznej wrażliwości, z rozmachem promowała polską kulturę i zapewne sobie poradzi do końca misji Radosława Sikorskiego (te kilka miesięcy wytrzyma). Jest tą „obcą”, „spoza MSZ”, jak mówi się o nie-mianowanych, więc jest to życiowy dramat dla tej inteligentnej kobiety, która miałem przyjemność poznać lata temu. Zamiast odwoływać zasłużoną skądinąd i operatywną konsul Kozłowska, pomyśl raczej o przeglądzie kadr tam pracujących – w samej Kolonii wciąż pracują co najmniej dwa buraki – wiecie o kim mówię – i ich współmałżonki, które nie tylko nie znają języka, ale co gorsza swoim nastawieniem pokazują, że są tam z przypadku, a nie na służbie.

Nie będę Pani konsul generałowej głośno chwalił, bo dyplomata, (prawie) jak w wojsku powinien wykonywać polecania ministra z centrali. Ale co zrobić jak minister jest niespełna rozumu? Odmówić posłuszeństwa? Na pewno zachować się zgodnie ze swoim sumieniem – i za to chwała cichym bohaterom.

W ramach życzeń na Nowy Rok życzę nam, robaczkom MSZ, zdrowia, spokoju, dystansu, stabilności której brakuje, a nade wszystko mądrego kierownictwa. Do siego Roku!

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , , | 30 komentarzy