Radca Minister zgłasza się

Zmęczony urzędniczą pracą, zagrożony dekonspiracją, i wreszcie zniesmaczony otaczającym mnie emezetowskim bajzlem Radca-Minister przez dłuższy czas milczał, aby za namową wiernych Czytelników powrócić z postanowieniem poprawy.

Tyle się wydarzyło od tego czasu że nie wiadomo od czego zacząć! Dajmy na to – jeden z moich ulubieńców, mistrz ekwilibrystyki koleżeńsko-układowej, bezbwarwny choć nie naiwny dyrektor generalny Jarosław Czubiński pojechał na przepustkę jako ambasador na Litwie. Zastąpił innego z moich ulubieńców – Janusza Skolimowskiego (obrusza się gdy ktoś zarzuca mu, że skończył sowieckie MGIMO – tymczasem on jest przecież absolwentem Akademii Dyplomatycznej MSZ ZSRR w Moskwie!). Nota bene ten były współpracownik służb bezpieczeństwa został przez Radka wysłany na intratną przechowalnię w postaci… Prezesa fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie. Płakać się chce. A Radek niestety nadal jest moim szefem.

Albo taki Jaromir Sokołowski z kancelarii prezydenta – nadal myślami jest ambasadorem w Berlinie, ale źródła zbliżone do MSZ przebąkują, że przy odrobinie dobrej woli wyjedzie co najwyżej do Wiednia.

Ale zaskoczę wszystkich i dla zmylenia pojadę palcem na mapie do… Monachium, gdzie od sierpnia 2012 r. Konsulem Generalnym (nomen omen – w randze radcy-ministra) jest Justyna Lewańska. Kobieta przystojna, intelignetna i pełna artystycznych pomysłów. Coraz bardziej dyplomata, coraz mniej urzędniczka, choć ma sporo przydatnej przebiegłości – pięknie jednak schowanej za zewnętrzną wrażliwością. Sprawy konsularne nie są jej ulubioną działalnością, za często na górę nie zachodzi, ale w końcu trudno znaleźć na to czas gdy ma się tyle innych zajęć. Niby zawodowa dyrygentka, ale kadrowo za pobłażliwa. Szczególnie w jednym z dwóch działów prawnych warto zrobić trochę porządku, przynajmniej zarejestrować odsyłane przez policję znalezione dokumenty, portfele itp. – nie znam się na sztuce konsularnej ale na moje oko powinny być skatalogowane i zamknięte w sejfie? Może gdyby pani sekretarka mniej czasu poświęcała na prywatne tłumaczenia, które bez zażenowania proponuje interesantom, a które kolegom tłumaczy niższymi od konsula zarobkami, można by wszystko wyprowadzić na prostą. Bo nawet mąż Pani B. (imienia nie wymieniam ze względu na jego niepospolitość) nie może wszystkiego, choć tak mówią.

No i konsula Jacka Barylaka musi pilnować, bo lubi chłopak pohasać (kto nie pamięta historii jak małżonka weszła nie w tym momencie co trzeba zaskakując Jacusia w sytuacji in flagranti – z litości pominę co działo się po nakryciu/pokryciu). Żeby od razu ukrócić niepotrzebne domysły – NIE KAŻDA dziewczyna która dostała tam staż czy pracę musiała przejść taką procedurę. Ale to dobry lawirant, każdy zasługuje na drugą szansę, może odrobi to patriotyczną postawą i pracowitością. Bo któż z nas jest bez winy?

Reklamy

Informacje o Radca Minister

Ot, szary pracownik MSZ
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

45 odpowiedzi na „Radca Minister zgłasza się

  1. Pan Plan pisze:

    Radco!
    Jak dobrze, że dałeś znak życia i to w tak fantastycznym stylu. Życzę aby nowy rok był lepszy od starego 🙂

  2. S.O.S pisze:

    Cieszę się z powrotu Radcy!
    Może Szanowny Pan Radca tym razem przeanalizuje problem mobbingu w placówkach?
    Jak mi wiadomo nie jest to rzadki przypadek.
    Ostatnio głośna sprawa mobbingu w Ambasadzie w Ottawie i jej niesprawiedliwe zakończenie jest wyrazem braku zainteresowania centrali tematem mobbingu. Centrala raczej zaciera ślady po mobbingu niż jemu przeciwdziała.
    Wypieprzyli mobbera z placówki (według mojej wiadomości potwierdzonej przez „Bad Santa”) ale przy okazji również osoby wobec których dopuszczał się mobbingu.
    Tylko takie czyszczenie preferuje centrala? To jest jawne popieranie mobbingu!
    Mój przełożony jest również mobberem i moim planem jest puszczenie tej informacji w obieg ale nie chcę podzielić losów osób pokrzywdzonych i mobbingowanych w Ottawie!
    Masz Radco na to jakąś odpowiedź bądź radę dla mnie?

  3. damian pisze:

    No! Jak dobrze radco ze jestes! Twoj blog jest najlepszy!

  4. Cleric pisze:

    Radco działaj, pisz, informuj! Mam nadzieję, że kolejne wpisy nie będą pojawiały się z tak mizerną częstotliwością jak w roku ubiegłym. Z nowym rokiem pewnym krokiem 🙂

  5. Ciekawy blog.Szkoda, ze malo wpisow.Co radca mysli o ostatnich artykulach dotyczacych kobiet w ciazy wyrzuconych z pracy?

  6. Dociekliwi pisze:

    Chodzi o dzisiejszy (13 stycznia) artykuł we „Wprost” pt. „Ciąża i inne wypadki dyplomatyczne” czy też jest jeszcze coś w prasie na ten temat, co przeoczyliśmy?

    • Kilian pisze:

      Wymienione w artykule przypadki zwalniania kobiet „przy nadziei” pracujących na polskich placówkach to obecnie standard, m.in. w ubiegłym roku ten sam los podzieliła konsul RP w Sarajewie. W większości przypadków odwołane kobiety nie protestują bo są etatowymi pracownikami MSZ i jakiekolwiek wyrazy niezadowolenia to faktyczny „samobój”. Mobbing obecnie to też niestety norma a komisja to czysta fikcja do potęgi entej. Komisję (nomen omen powstałą za panowania dyr. kadr G. Sikorskiej, znanej szeroko ze stosowania tychże praktyk) interesuje jedynie by sprawę jak najszybciej uciszyć i nie nadawać jej żadnego biegu. Ile MSZ wszczęło postępowań wyjaśniających w takich sprawach i ile osób poniosło jakiekolwiek konsekwencje z tego tytułu?

  7. Anonim pisze:

    wzzw.wordpress.com/2013/09/16/%E2%98%9E-wladyslaw-bartoszewski-bartman-zyd-kolaborant-zdrajca-%E2%98%9A%E2%97%99%E2%97%99%E2%97%99%E2%97%99/
    Warte przeczytania

    • Nie cierpię antysemityzmu pisze:

      Wcale niewarte przeczytania. Zwykła, ohydna, antysemicka filipika.

      • Grzyby pisze:

        Fakt, antysemityzmu jak i innych „idei” wycelowanych ślepo przeciw jakimkolwiek grupom narodowościowym nie popieram. Natomiast nadużyciem wydaje się obecny (szeroki) kontekst używania tegoż terminu. Zamyka to każdą dyskusję w której ktokolwiek ma zdanie inne niźli jedynie obowiązujące na sprawy związane z czymkolwiek, dotyczącym choć w mikronie oceny zdarzeń lub osób narodowości żydowskiej. Jeśli założymy, że polemizować, krytykować, wnosić pod wątpliwość możemy wszystko, wszakże byleby nie dotyczyło to kwestii jak wyżej, to jak nazwiemy wówczas taki stan. ANTYKRYTYCYZM DYDAKTYCZNIE UZASADNONY – będzie odpowiednim terminem?

  8. Nie cierpię antysemityzmu pisze:

    W artykuliku, do którego link przesłał Anonim, nie ma odrobiny twórczej krytyki czy polemiki. Celem jego autora było wyłącznie unurzanie W. Bartoszewskiego w błocku. Wystarczy zwrócić uwagę na zbitkę słów w tytule: „Władysław Bartoszewski (Bartman) – żyd, kolaborant, zdrajca”. Ludzie, którzy wymyślają takie tytuły, postępują niczym wydawcy „Der Sturmera”. Treść artykuliku litościwie pominę milczeniem. R. Kapuściński napisał, bodajże w „Podróżach z Herodotem”, o ile mnie pamięć nie myli, takie mądre zdanie: „To, z kim się wadzisz, wyznacza twój poziom”. Dlatego świadome wchodzenie w spory myślowe (a konstruktywna krytyka takim sporem przecież jest) z autorem tego paszkwila nie ma najmniejszego sensu.

  9. Grzyby pisze:

    Oczywistością jest, ż rzeczony artykuł naukową kwerendą nie jest i w dużej mierze spełnia kryteria paszkwila. Zresztą paszkwile dot. osób publicznych pojawiają się w mediach regularnie (do czego niestety przyzwyczaiły nas dzisiejsze publikatory). Sęk w tym, że paszkwil, którego bohaterem jest Polak, Holender, Anglik, etc. nie spotyka się ad hoc z określeniem autora jako wroga którejś z ww. nacji.W przypadkach rzeczonych dzieje się tak „z automatu”. W tym konkretnym przypadku każdy kto publicznie przytacza fakty (np. cudowne opuszczenie obozu, sprzeciw bohatera wobec odznaczenia Rotmistrza Pileckiego) urasta do miana antysemity. Ten kto ośmieli się zwrócić uwagę na to, że w przestrzeni publicznej zakorzeniła się na stałe profesura kogoś kto jej jednak niestety formalnie nie posiada, też jest kwitowane jak wyżej (notabene, bohater nigdy nie oponuje przed takim tytułowaniem).
    Kończmy. Wszak są ciekawsze dla czytaczy tematy, dotyczące przedmiotu bloga tego, tj. elity elit naszej elitarnej duplomacji.

  10. Nie cierpię antysemityzmu pisze:

    Nie mogę się z Tobą zgodzić. Po pierwsze, nie zauważyłem, by każdy, kto podnosił np. kwestię opuszczenia przez W. Bartoszewskiego obozu (a nie był to wyjątkowy przypadek! Obóz powstał na mocy decyzji Himmlera w 1940 r. i początkowo nie był obozem masowej zagłady, ale miejscem przetrzymywania więźniów politycznych i opozycji. W miejsce masowej zagłady przekształcił się dopiero w 1942 r., po konferencji w Wannsee, podczas której zadecydowano o „ostatecznym rozwiązaniu. W. Bartoszewski opuścił obóz w 1941 r., a więc rok przed zmianą charakteru obozu), dostawał łatkę antysemity. Po drugie, co do zakorzenienia się „profesury” w przestrzeni publicznej, ten tytuł nadał mu rząd Bawarii, w której wykładał bodajże historię Polski jeszcze w latach 80-tych ubiegłego wieku. Nie przypominam sobie, by W. Bartoszewski w swojej działalności publicznej powoływał się na fakt nadania mu tytułu profesorskiego w świetle polskiego prawa dotyczącego stopni i tytułów naukowych. Jeżeli ktoś twierdzi, że było inaczej, niech poda konkretny przykład.
    Ponadto, dobrze przecież wiemy, że „profesura” zakorzeniła się w przestrzeni publicznej w dużej mierze dzięki samej przestrzeni publicznej, a nie wskutek indywidualnych starań W. Bartoszewskiego. Nie stwierdziłem również przypadku, w którym osoba krytykująca wspomniane zakorzenienie się tej nieszczęsnej profesury zostawała automatycznie uznana za antysemitę. A funkcjonuję w środowiskach publicznych i politycznych już szmat czasu.
    Popieram natomiast pomysł zakończenia tego wątku, chociażby ze względu na to, że służba zagraniczna i polityka zagraniczna ma o wiele ważniejsze problemy, o których powinno się dyskutować.

    • Grzyby pisze:

      Niech tak się stanie. Amen.
      PS.
      Włodarze kraju naszego ukochanego jakoś cierpią od lat wielu na syndrom „mętnego tytułu” (nie zauważyłem żeby media używały honorowych tytułów naukowych tak powszechnie, np. Lech W. wiele takowych posiada i nie słychać p. doktorze LW). Tę linię zapoczątkowaną przez AK, kontynuowaną przez RS będą z pewnością nieśli następcy, a lud i tak już pojąc tego nie zdoła … kto magister, któż profesur a kto jeno pierdoła.

  11. lolita pisze:

    Ale tu o Gmachu miało być a nie o jakiś pierdołach z ekstremistycznej prasy … !!

  12. Rene pisze:

    Ano właśnie, kukułki gdaczą, że Belgrad oczekuje nowe otwarcie. Nowa Ekscelencja, choć nie nowicjusz w Belgradzie, w dwójnasób zadowolony z tej lokalizacji, stoi już w bloku i czeka aż bomba pójdzie w górę.

  13. Beam me up scotty pisze:

    Jakies wiesci o Abu Zabi?

  14. Kuskus pisze:

    Czy to prawda, że Naczelny Dyplomata jest członkiem Opus Dei, czy to tylko plotki?

  15. Jestem szalona... pisze:

    „gEnDer” – który to też ambasador przy ONZ, szykuje się do Skopje? Dobrze zrozumiałam?
    Jakieś wieści odnośnie szwajcarskich placówek?

    • mmm pisze:

      Ludzie, poczytajcie sprawozdania z posiedzeń komisji sejmowej ds. zagranicznych. Skopje już dawno obsadzone, Szwajcaria też.

  16. Ob. Serwator pisze:

    Szanowny Panie Radco, kolego mój drogi,
    Zgłaszam się z pozdrowieniami i gorącym apelem o przebudowę Twego bloga, tak aby można było wpisywać w nim nowe wątki nie tylko pod Twymi zacnymi wypowiedziami, lecz w osobnych blokach tematycznych. I mam jeszcze jedną prośbę abyś nieco pomoderował w wolnej chwili umieszczane wypowiedzi, tak by kontent plotkarsko-antysemicko-sensacyjny zastąpiła rzeczowa dyskusja o poważnych problemach MSZ i naszej służby, bo naprawdę źle się dzieje w państwie duńskim.
    Mam nieodparte wrażenie, że działalność skierowana na rozmontowywanie tej służby przekroczyła już dawno granice śmieszności, a miejscami zaczyna przekraczać granice bezpieczeństwa. Zatem zamiast deliberować o plotkach ze Szwajcarii może powinniśmy zająć się następującymi tematami (rzucam propozycje):
    – radosna twórczość reformatołków – tu postuluję konkurs na najgłupszy wdrożony pomysł (skutki, koszty, skala zniszczeń),
    – Biuro Spraw Osobowych, czyli jak się robi ludzi w konia,
    – bezsensowna likwidacja niektórych placówek zagranicznych i jej skutki,
    – utworzenie – pardon – Służby Ochrony i Kontaktów, czyli co robią na korytarzach MSZ ludzie w śmiesznych mundurkach pogrzebowo-pocztowych i kto ma rzeczywiście chronić tę instytucję i placówki,
    – najbardziej bezsensowne wydatki opłacone z kasy publicznej,
    – ustawa o służbie cywilnej, a realia kadrowe (zwłaszcza konkursy na wyższe stołki)
    kto jest królem lizusów – czyli analiza blogów i ćwierków „koncesjonowanych” naszych zacnych kolegów pod kątem „włażenia”.
    I szereg innych.
    Z serdecznymi pozdrowieniami

    • czytam to pisze:

      Tematyczne zrobienie forum o „życiu MSZ i placówek”, było by całkiem dobrym pomysłem i uporządkowało by trochę tych spraw. Można by się wymieniać spostrzeżeniami otaczającej nas degradacji.

  17. bywalec pisze:

    brak jest miejsca gdzie można by podzielić się uwagami i spostrzeżeniami o MSZ i pracy w tej organizacji bez plotkowania i pomówień. propozycje tematyczne obserwatora są bardzo trafne. ja bym dodała jeszcze coś, o czym mówią pracownicy jednego z bocznych biur – zapaść infrastruktury i stanu budynków placówek w relacji z oficjalnym przekazem odpowiednich dyrektorów

  18. Anonim pisze:

    Czy wie ktoś co się dzieje na dalekiej placówce w almaty i co wyczynia tam jaśnie nam panujący pierwszy? podobno powtórka z rozrywki z dawnej historii z Sofii…

  19. Anonim pisze:

    a ja czytając bloga i posty poniżej mam mocne wrażenie, że wszystko tu zostało napisane przez jedną i tę samą osobę..

  20. Anonymus pisze:

    Taaaak…. Zajmujmy się plotami z Ałmaty itd a naprawdę ważne dla nas sprawy będą załatwiane bez naszego udziału. Marzeniem każdej ekipy rządzącej jest aby „poddani” zajmowali się plotkami na poziomie SuperExpressu, a tymczsaem oni sami urządzą Wam rzeczywistość po swojemu. Tak się dzieje obecnie.

  21. Jackie Brown pisze:

    Anonymus, trafiłeś w dziesiątkę.

  22. pocomitobylo pisze:

    W zasadzie cały blog szanownego radcy ministra ma lekko plotkarski, acz bardzo pouczający charakter. Anonymusie jak widzisz możliwości załatwiania ważnych dla nas wszytkich spraw na tym blogu? Tu raczej wymieniane są poglądy i spostrzeżenia, a czy to coś da to inna sprawa 🙂

  23. Anonymus pisze:

    Załatwiać ważne sprawy trzeba w MSZ, a nie na blogu, a rozmawiać o nich – owszem i jak najbardziej. To znakomite miejsce i znacznie lepsze od szeptanek na korytarzu. Ludzie w MSZ naprawdę sporo wiedzą i mają trafne spostrzeżenia, kiedyś mogli o nich rozmawiać bardziej swobodnie, teraz zderzają się coraz częściej z urzędniczą inercją i co by tu nie mówić niekiedy z arogancką niekompetencją. A i ryzyko większe, bo a nuż ktoś znowu wpadnie na pomysł redukcji etatów, co zgrabnie wytłumaczy opinii publicznej kolejny „wypożyczony” z Gazety Wyborczej rzecznik prasowy MSZ (swoją drogą to kuriozum warte głębszej analizy). Nie rozwodząc się dłużej – dobrze by było aby ten blog pełnił rolę trybuny „głosu wolnego, wolność ubezpieczającego” ale pod trzema kardynalnymi warunkami: 1 – bez chamstwa, 2 – bez wycieczek osobistych i 3 – bez tanich sensacji w brukowym stylu. Tak to sobie widzę.

  24. Jack Strong pisze:

    Zobaczcie kogo nam przysłali do Genewy … ja p***dole … płakać się chce …
    http://www.wprost.pl/ar/336905/TW-tworza-polska-dyplomacje/

  25. Ob. Serwator pisze:

    Witam Szanowne Państwo i do konkursu pięknie zapraszam!
    Zachęcony powyższymi wypowiedziami Szanownych Państwa OBserwator proponuje podyskutować o realiach.
    Otóż ostatnio natknąłem się w zasobach naszej firmy na niezwykły dokument, który jak się okazuje stanowi owoc ponad półrocznych wytężonych wysiłków mózgowych pionu dyrektora generalnego MSZ i Jaśnie Oświeconego Kierownictwa. Chodzi mianowicie o Strategię informatyzacji MSZ i placówek zagranicznych na lata 2014-2020. Rzecz to ważna, aktualna medialnie i podpisana przez samego ministra, zatem zabrałem się do pilnej lektury.
    Całość tego wiekopomnego dzieła liczy sobie stron 60 ze słowniczkiem oraz bez załączników, które jakimś dziwnym trafem nie zalazły się w Intranecie (między innymi informacja o kosztach tejże strategii). W pierwszym odruchu chciałoby się poprosić publikatora owego dokumentu, a jest nim niejaki Bilski Janusz o stosowne uzupełnienie, ale po wstępnej lekturze widać, że nie warto. Bowiem jeżeli ktoś na 60 stronach nie dał rady napisać czegokolwiek o kosztach, to mu nawet dziesięć załączników nie pomoże.
    Powiem od razu – nie warto tego czytać. Nawet jeżeli ktoś przebrnie przez te 60 stron bełkotu, zapozna się z wykresikami, których jedynym celem jest chyba wyłącznie wizualne ozdobienie „produktu” i pokazanie, że autor (autorzy) umieją wklejać wykresiki, to na koniec pojawi się retoryczne pytanie – gdzie jest ta strategia? Otóż mądre ludzie uczyli i nawet książki pisali, że dokument strategiczny to taki, który na trzech-czterech stronach opisuje wizję strategiczną przełożoną na zasoby en gros, a która następnie jest operacjonalizowana w programach wykonawczych. A jak się nie ma wizji strategicznej to pozostaje radosna urzędnicza twórczość w stylu – uwaga będzie wstrząsający cytat – bezpośrednie zainteresowanie Kierownictwa Ministerstwa i jego wsparcie dla realizacji strategii ma zasadnicze znaczenie dla powodzenia tego przedsięwzięcia”. Piękne prawda? Albo coś poważniejszego tzw opis ryzyka pod tytułem „przedłużające się postepowania przetargowe na produkty wynikające z realizacji strategii” – ryzyko bardzo poważne, ale mamy też na nie światłe rozwiązanie, otóż jest nim „określone podejście do przeprowadzania zamówień publicznych i jego realizacja” kropka. Zaraz, zaraz, Jakie podejście? Jak określone? Przez kogo? Nie wiadomo. Mało cytatów? – to jedziemy dalej – ryzyko „krótkiego czasu na realizację projektów” doczekało się noblowskiego rozwiązania w postaci „zapewnienia odpowiedniego wsparcia na poziomie kierownictwa MSZ”. Takich smaczków jest w omawianym dokumencie całe mnóstwo, czyta się to wprawdzie ciężko, ale pośmiać się można po pachy.
    I byłoby zabawnie gdyby nie to, że tego typu „produkcje” świadczą niestety o obecnym żałosnym stanie centrali MSZ. Chce się Minister wygłupiać i ośmieszać podpisując swoim nazwiskiem takie brednie to jego sprawa, ale gorsze jest coś innego – otóż wyprodukowanie tej bździny kosztowało realne pieniądze, realny czas, a niektórym jego autorom przyniosło realne korzyści osobiste (awansik na stanowisko zastępcy dyrektora w pionie DG). Towarzycho z pionu dyrektora generalnego MSZ już przemyśliwuje o przyznaniu sobie kolejnych nagród, a lud roboczy „wytrzeszcza oczy” bo niejedno już wprawdzie widział, ale takiej – wychędożonej w pocie czoła z głowy, czyli z niczego oraz poprzeklejanej z różnych urzędniczych poematów – żenady dawno nie było. Czekamy teraz na strategię zamiatania korytarza albo co równie radosnego.
    Jeszcze jedno – ludzie dociekliwi, a są jeszcze tacy, dziwują się dlaczego ów dokument nosi na pierwszej stronie datę „wrzesień 2013”, a „wypuszczony” został dopiero w lutym 2014 roku i dlaczego w jego treści zamiast daty podpisania przez Ministra zostawiono niechlujne puste pole (niechlujstwa jest tam zresztą znacznie więcej). Otóż wieść gminna niesie, że Światłe Kierownictwo przerażone głośną sprawą korupcji przy przetargach na informatyzację postanowiło nie wychylać się z ową strategią do czasu przyciszenia sprawy Pani Moniki F. (pracowała taka w pionie DG, a potem ją „zamkli” i trzymają) . Znamiennym jest, że omawiany dokument nawet jednym, jedynym słowem nie odnosi się do kwestii możliwej korupcji przy informatyzacji, jakby tematu w ogóle nie było – i nie dziwota, bo kiedy tenże dokument powstawał pani Monika F. jeszcze chodziła po wolności i zażywała zaufania. I tak sobie Jaśnie Oświecone kierownictwo trzymało tenże dokument w szufladzie, aż wreszcie poleciło opublikować bo rok mu się nagle i niespodziewanie skończył. A nasz dzielny publikator Bilski Janusz równie gorliwie, co bezmyślnie wrzucił do intranetu tekst z września ubiegłego roku, dowodząc tym samym aktualności starej tezy, że największe szkody przynosi Panu nie zmyślny przeciwnik ale głupi sługa. Ot i cała tajemnica – nie ma się czego doszukiwać Szanowni Państwo – obecna ekipa nawet paczki czipsów z lady nie zwinie (bo to wymaga jednak jakiego-takiego myślenia), co najwyżej takową w swej nieograniczonej głupkowatości zgubi.
    Zatem zainspirowany lekturą omawianej strategii ogłaszam niniejszym (za pozwoleniem właściciela niniejszego bloga) otwarty konkurs na najgłupszy kwit wyprodukowany przez Kierownictwo MSZ. Zgłaszajcie ludziska propozycje i cieszmy się razem, póki czas po temu.
    Pozdrowienia z Ob.Serwatorium.

  26. mszet pisze:

    Mili Państwo,

    Uważam, że tzw. „plotki”, „niusy” itp. czy to z konkretnych placówek, czy to z samej centrali są również ważne. Pamiętajmy, że w centrali zapadają kluczowe decyzje, a na placówkach też jest życie. Jak wiemy przyjeżdzają różne „osobistości” na różne stanowiska, którym często uderza sodówka do głowy bo czują nagle władzę. Nie mówię tu o chamskim wytykaniu palcami, ale o rzetelnych informacjach, spostrzeżeniach, bo jak wiemy wszędzie znajdą się jakieś „gwiazdeczki”.

  27. www pisze:

    Wydarzenia w Almacie są ważne, to nie plotki i nie można tego bagatelizować, a centrala powinna zadziałać tym razem stanowczo. Po takim wybryku jak w Sofii ta osoba nie powinna już mieć miejsca w dyplomacji. Zresztą czego można było się spodziewać po takiej personie… to co ma tam miejsce między nim a tą panią jest zatrważające… jedna szansa już była, druga też, trzeciej być nie powinno. „Gwiazdeczka” to jest naprawdę błyszcząca. Jeśli takie osoby nadal pracują i są wysyłane na placówki to rzeczywiście degradacja naszego środowiska się pogłębia.

    • Tupak pisze:

      Co z tego? Przecie to nikogo nie interesuje z decydentów. No chyba że w prasie wyplynie ale i to niekoniecznie… patologia placowkowa trwa w najlepsze, kasa przecieka jak z sita. Prywata to synonim znacznej czesci dzisiejszych tzw. Ekscelencji i widocznie Centrali z tym dobrze bo wiedząc nie czyni nic.

  28. Anonymus pisze:

    A co ma czynić Centrala skoro w niej lepsze wałki odchodza. Zastanawiałeś się może czemu do tej pory nie było konkursu na stanowisko dyrektora BSO. Ano dlatego, że panujaca tam niepodzielnie koleżanka wymogòw nie spełnia.. Dlatego mamy łamaniec pod tytułem zastępca dyrektora, kierujaca biurem, a że ustawa o służbie cywilnej zabrania takich praktyk to nic! No to jakiej reakcji na patologię się spodziewasz Tupaku, skoro w centrali jawnie łamie się prawo?

    • Tupak pisze:

      Racja. Potwierdza to jedynie moją tezę że patola na placówkach nikogo nie interesuje (no bo niby kogo, vide dr. BSO). Rzeczona koleżanka pojęcie o placówkach ma zresztą żadne i dziala na zasadzie zaspokajania fanaberii i zachcianek wlasnych kolegow i kolezanek robiacych za tzw. Ekscelencje oraz czynieniu dobra tym co trzeba. Od reszty trzyma się jak najdalej. Wynik znamy w postaci braków etatowych na placówkach, niedowladu decyzyjnego i patologii wszelakiej o skali niespotykanej po 89 r. Fakt ze taki stan nie wadzi zbytnio nikomu nie wróży rychlych zmia.

  29. Koleżanka pisze:

    Niezmiernie się cieszę, że J. Bilski dowiódł wreszcie swojej głupoty.

    • Kolega pisze:

      Ja również!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  30. ZamZam pisze:

    Kolega wspomniany wyżej to niestety smutny przykład kariery czasów „schyłkowego” MRS. Mówią, że jednostka to nijaka, nie grzesząca ani nadmierną erudycją ani doświadczeniem, z nieco przerośniętym ego. Ma za to jedną zaletę – miał okazję pracować na jednej, dalekiej placówce z obecnym dyrektorem generalnym MSZ, dzięki czemu po powrocie do Centrali tenże awansował go na zastępcę w departamencie konsularnym. A jak M. Gajewski został dyrektorem generalnym MSZ to awansował Bilskiego od razu na Dyrektora Biura Dyrektora Generalnego. Tak oto po raz pierwszy w historii szefem biura odpowiedzialnego za obsługę dyrektora generalnego MSZ został koleś, który z równym powodzeniem mógłby zajmować się zjednoczonymi emiratami (języka emirackiego też nie zna). Nic więc dziwnego, że bardzo szybko rzeczony dorobił się zabawnej „ksywki” od własnego nazwiska, pod którą jest szeroko znany w gmachu (przemilczam z litości).
    Dla rozjaśnienia – takie „ciąganie” za sobą po stanowiskach zaufanych kolesi nazywa się kumoterstwem i naprawdę źle wygląda w oczach ludzi. Można zatem sobie dyrektorować (dopóki patron jest dyrektorem generalnym) ale wyśmiechu u ludzi robiących sobie w biały dzień jaja z takiego szefa się nie uniknie.

  31. Pamiętliwa pisze:

    A cóż to za kreatura ten M.G?
    Podstępny tchórz, boi się własnego cienia, nie potrafi podjąć decyzji, a jak juz ja podejmie to pożal się Boże!!!
    Odpowie jeszcze za to, oj odpowie!
    Przypomni mu się mobbing i sprawy z nim związane!
    Długo nie będzie spał po nocach! Obiecuję.

  32. nowy pisze:

    Nawiązując do wątku Sluzby Ochrony i Kontaktu to grupa decydentow w ubr. zatwierdzila mundur, ktory przypomina uniformy wielouslugowego zakladu pogrzebowo-pocztowego. Ubrali Panie i Panów i każą oswajac lud MSZ z ich widokiem. To prawda, ze na placowkach wschodnich robia wrazenie. Ale w Centrali nie wszyscy eksperci SOiK sa rowni. Kazdy ma obowiazek chodzenia w Centrali w mundurze oprocz jednego namaszczonego przez z-ce dyr. Powolali sluzbe i przyjeli Ich do ochrony placowek dyplomatycznych i obiektow MSZ na terenie kraju. W trakcie juz pracy, milosciwie panujacy poinformowal prase, ze oprocz zadan ochronnych maja jeszcze wypelniac zadania recepcyjne. Jest wiele jeszcze smaczkow w tej nowej komorce ISZ.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s